Cofnąłem się, potykając o własne nogi. Ale one nie uciekały. One czekały.
Próbowałem uciec, ale drzwi się nie otwierały. Klamka była zimna i śliska. Kiedy spojrzałem w lustro w przedpokoju, nie zobaczyłem swojej twarzy. Zobaczyłem istotę z czarnymi oczami, z których wypływała ta sama gęsta ciecz, co z sufitu. OBRZYDLIWY
Postanowiłem zerwać część podłogi. Smród, który buchnął, był niemal fizyczną barierą. W szczelinach, w pęknięciach legarów, nie było kurzu. Było tam coś, co przypominało gnijący, czarny welur. Cofnąłem się, potykając o własne nogi
Zrozumiałem, że to nie dom jest . To ja stałem się częścią tego plugastwa. Zapadłem się w miękką, czarną podłogę, stając się jednym z milionów chrobotników w ciemności. Próbowałem uciec, ale drzwi się nie otwierały
(więcej o smrodzie, fakturze i dźwiękach)
Wtedy usłyszałem szept. Nie z wnętrza podłogi, ale zza moich pleców.— Wreszcie jesteś, domowniku.
To nie był smród, który czuje się nosem. To był smród, który wchodził do płuc, osiadał na języku i smakował jak stare monety pomieszane z zgnilizną.